czwartek, 11 lipca 2013

Na stos rzuciliśmy!

Dziś tak patriotycznie nie całkiem bez powodu. Studiuję w końcu najmniej patriotyczny kierunek świata, jestem zgermanizowana na całego i już rozważam, jak tu przeprowadzić się na drugą stronę mostu, coby adres zameldowania też mieć w tym poukładanym kraju. Dziwi mnie tylko jedna rzecz, dlaczego - do diabła - dopiero po trzech latach studiów uznałam, że rzeczą niezbędną mi do życia jest ten gigantyczny, diabelnie ciężki i tak bardzo żółty słownik, który kosztuje połowę mojej miesięcznej opłaty za akademik? (Mniejsza o to, że kupiłam go za połowę ceny, bo ktoś był taki miły i wystawił na Allegro...) Chyba nareszcie staję się germanistką. Mam w końcu Dudena. Swoją drogą - trzeciego już! Mam słownik wymowy, mam też tę malutką książeczkę o bezużytecznej wiedzy językowej. I dziwić się potem, że śnią mi się wyprawy do biblioteki, gdzie zamawiam "Deutsche Grammatik" Helbiga/Buschy, które przecież tak radośnie stoi na mojej półce od dwóch i pół roku? Muszę przyznać, że to była jedyna zaleta studiów na UJ - kupno tej książki. W przeciwieństwie do słownika wymowy, do którego od chwili zakupu zajrzałam może dwa razy i to wcale nie dlatego, że mi to było potrzebne, Helbig jest użyteczny. Nie bez powodu nazywa się go "biblią germanistów".

Ale jestem też patriotyczna, coby nie było! Jakoś naszło mnie na "Pana Samochodzika". Na przełomie podstawówki/gimnazjum przeczytałam chyba wszystkie tomy - oczywiście te Nienackiego, bo po Tomasza Olszakowskiego i innych heretyków (tak, wiem, że Olszakowski to mój - już nie - ukochany Pilipiuk, ale wciąż ciężko mi się przekonać, że ktokolwiek poza Nienackim może o Samochodziku pisać) jeszcze się nie odważyłam sięgnąć. Z dwunastu tomów mam obecnie pięć za wyjątkowo okazyjną cenę. Boże, dziękuję ci za Allegro! Naprawdę. Może w końcu uzbieram całą kolekcję. Lata temu miałam takie marzenie... Zresztą to doskonałe lektury na wakacje. Jeśli w moim napiętym grafiku znajdę czas, to bez wątpienia przeczytam je jeszcze raz. Ach, ta książka, której tytułu nie widać, to - nomen omen - "Pan Samochodzik i Niewidzialni".

Jeszcze trzy książki, za które zapłaciłam znowu grosze, to moje zdobycze z biblioteki. Książki Maurice'a Druona chciałam mieć, odkąd pojawiło się nowe wydanie. Nie wiedziałam nawet, że było jakieś stare. Mary Poppins kojarzy mi się z moją przyjaciółką, więc uznałam, że dowiem się, z czym się ją je. Poza tym brzmi jakoś sympatycznie. I na koniec Andre Norton i skojarzenie z drugą przyjaciółką. Poza tym siedzę ostatnio w czarownicach (przynajmniej myślami, jak to zwykle latem bywa), więc tematyka pasuje. Także do stosu, prawda? Ale ja tam ich palić nie zamierzam.


12 komentarzy:

  1. Uwielbiam Nienackiego, właśnie się zastanawiałam niedawno, czy by sobie Pana Samochodzika nie przypomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto sięgnąć po nie-nienackiego Pana Samochodzika, są równie świetne! Choć początkowo, może nam brakować... no dobra nie będę zdradzać. Jak przeczytasz 16 t. to zrozumiesz kogo i czego może nam brakować, ale mimo to klimat się utrzymuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, Pan Samochodzik. <3 Też uwielbiam, czasem do mnie wraca i mam ochotę go znowu czytać i czytać. Więc może też?

    A Duden - że kupiłaś dopiero teraz, to skandal. Nawet ja, nie-germanistka, się bez niego obejść nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam Pana Samochodzika od gimnazjum, więc pora sobie przypomnieć.

      A że skandal, to masz rację. Na szczęście już go mam i może sobie spokojnie stać na półce i czekać, aż uznam, że się do czegoś przyda - czyli do jakiegoś egzaminu.

      Usuń
  4. Oho, Królowie Przeklęci! :) Muszę się w końcu za nich zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pana Samochodzika i templariuszy uwielbiam i przez tę książkę mam manią templariuszową do dzisiaj i połączyła się ona z Królami Przeklętymi, a Król z żelaza jest z jedną z lepszych książek tego cyklu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Helbig jest użyteczny - szczególnie na gramatyce opisowej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje 98% z egzaminu potwierdza Twoje słowa :). Ale, jak się dziś okazało, na językoznawstwie porównawczym też się przydaje :).
      Poza tym czasem potrafi być dość wygodną poduszką.

      Usuń
  7. Zazdroszczę książek Zbigniewa Nienackiego. Brakuje mi jeszcze kilku tytułów do pełnej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem jak to jest z tymi słownikami, sama mam do angielskiego chyba z 5 rodzajów, z czego musiałam kupić ponownie taki sam jak miałam, bo dosłownie go zdarłam z częstego używania. Poza tym mam też sporo english-german [a niemieckiego nie znam wcale], english-french i mój ulubiony słownik synonimów. A bez słownika na PC też się nie obędę. Nie wspomnę nawet o innych książkach językowych.

    OdpowiedzUsuń