sobota, 9 czerwca 2012

„Czerwony Hotel” – Graham Masterton


Chyba każdemu choć raz w życiu przyśnił się koszmar. Możliwe, że dana osoba nie obudziła się z krzykiem, ale z mocno bijącym sercem i uczuciem przerażenia. Jednak gdy dany sen powtarza się bardzo często, można zacząć szukać jakiegoś rozwiązania. Ale jakiego? Co zrobić? Można się wybrać do medium.

Tak właśnie zrobiła T-Yon. Pojechała ze swoim snem do Sissy Sawyer (bohaterki innych książek autora – „Zła przepowiednia” oraz „Czerwona maska”) – ciotki jej chłopaka, która kontaktuje się z duchami oraz wróży z kart DeVane. Układ wyraźnie wskazuje, że sny są nie tyle urojeniami, co ostrzeżeniem. Brat T-Yon jest w niebezpieczeństwie.

Wspólnie ruszają w podróż do Luizjany, by ocalić mężczyznę. Tam okazuje się, że karty miały rację.

Choć książka była krótka i naprawdę szybko minęła, zaskoczyła mnie pozytywnie pod pewnymi względami. Pierwszy rzucił mi się w oczy styl, jakim została napisana (wcześniej z Mastertonem nie miałam do czynienia) – kojarzy mi się trochę z manierą sprzed kilkudziesięciu lat, wprowadzeniem lepkiej atmosfery i budowaniem intrygujących zdań. Mają one w sobie coś, co każe mi myśleć o nich jak o wygładzonym przez rzekę kamieniu, który wciąż ma momentami ostre kanty, ale już zdecydowanie bardziej gładkie. Dlatego też ciężko mi patrzeć na „Czerwony Hotel” jak na książkę wydaną po raz pierwszy w roku 2011. Sama atmosfera w hotelu też cofa mnie do lat dziewięćdziesiątych, choć akcja toczy się w XXI wieku. I nie uważam tego za wadę. Wręcz mnie to zafascynowało.

Kolejnym punktem jest kwestia wiary. Mamy do czynienia z bratem, który nie wierzy w nadprzyrodzone oraz z detektywem, który jest kompletnym sceptykiem i nawet nie chce uwierzyć. Są oni kontrastem do Sissy, T-Yon oraz Epiphany, która na poważnie zajmuje się voodoo (co też przypomniało mi bardzo mocno „Podmorską wyspę” Isabel Allende). Bardzo ciekawie zostało przedstawione, jak wyglądają relacje między poszczególnymi osobami i ich podejściem do nadprzyrodzonego.

„Czerwony Hotel” opowiada o okrutnych, żądnych krwawej zemsty duchach. Wątki nadprzyrodzone są naprawdę ciekawe – szczególnie wspomniane już funkcjonowanie różnych typów magii, wiary i braku tej ostatniej – jednak jedna rzecz mi się w książce nie podobała. Mianowicie miałam wrażenie, że została ona napisana na szybko, bo pisarza gonił termin, dlatego też nie jest zbyt gruba, Sissy zawsze od razu wszystko wyjaśnia, co jest do wyjaśnienia (oprócz oczywiście tego, czego nie wie), akcja toczy się bardzo szybko. Choć nie znam Mastertona z innych jego książek, to wydaje mi się, że ta nie jest szczytem jego możliwości.

Teraz z jeszcze większym zainteresowaniem sięgnę po jego inne książki, by się lepiej przekonać, jak pisze. „Czerwony Hotel” jest dobry, choć zdecydowanie za krótki. Dodatkowe sto stron z całą pewnością by mu nie zaszkodziło. Niemniej zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Oto kolejny plus dla tej książki.

4 komentarze:

  1. Masterton jest jednym z moich ulubionych pisarzy <3 Muszę Cię jednak ostrzec, nie wszystkie jego książki są typowymi horrorami. Niektóre bardziej zaliczyłabym do thrillerów :)


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat uwielbiam thrillery, więc bardzo chętnie przeczytam :). Horrory i tak wolę oglądać ;).
      Miłej niedzieli!

      Usuń
  2. Nie znam twórczości Mastertona, ale zachęciłaś mnie do tej książki. Dobry horror jest na wagę złota :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ją w najbliższych planach :)

    OdpowiedzUsuń