Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wydawnictwo Albatros

"Aniołowie Zniszczenia" - Keith Donohue

Obraz
Keitha Donohue poznałam cztery lata temu, gdy w dniach, które napawały mnie niezwykłą trwogą, pojechałam do mojej przyjaciółki. Wypożyczyła ona wtedy z biblioteki „Skradzione dziecko”, którego do tej pory nie przeczytała, a ja mam za sobą już trzykrotną lekturę tej niesamowitej książki. Wtedy też uznałam Donohue za tajemniczego autora, o którym nic nie wiadomo i gdy zobaczyłam na półce w Empiku, że wyszła jego nowa książka, był to dla mnie jak najbardziej pozytywny szok. Jakbym spotkała od wieków niewidzianego znajomego. Jest to o tyle istotne, że zwyczajnie kocham twórczość tego człowieka. Nie potrafię pojąć, jak można nie dać się porwać światom przedstawionym w jego książkach. „Skradzione dziecko” było baśnią o podmiankach i relacji rodziców z dziećmi. Po lekturze „Aniołów Zniszczenia” odkrywam trochę więcej – coś na kształt próby rozprawienia się autora z tymi samymi relacjami, ale na zupełnie innej płaszczyźnie. Śmiem nawet twierdzić, że jego książki nie mają ściśle okreś...

"Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji" - Sean Hepburn Ferrer

Obraz
Audrey Hepburn jest znana niemal przez wszystkich – nawet jeśli nie z nazwiska, to z wizerunku, który króluje na wszelakiego rodzaju biżuterii, parasolkach, torebkach… Dalszym poziomem wtajemniczenia jest skojarzenie jej ze „Śniadaniem u Tiffany’ego”, znawcy znają większą ilość filmów, a osoby, które naprawdę się interesują, sięgają głębiej, poza otoczkę urody. Audrey była ikoną stylu, ikoną kina. Była również ambasadorką UNICEF-u, a przede wszystkim matką. Kochającą, bez wad, smutną. Tak widział ją jej syn, autor książki, o której właśnie mówię. Książka autorstwa Seana Hepburn Ferrera jest prawdziwą gratką dla fanów aktorki, ponieważ jest osobista, pokazuje ją z domowej perspektywy – nie jako boginię, ale jako kobietę z krwi i kości, która przeżyła wojnę, głód, rozczarowanie i która powoli wspinała się po drabinie kariery, nie przestając być skromna, nie próbując pozostać na zawsze w blasku fleszy. Tak naprawdę jest tutaj mało tekstu, ogromna interlinia i mnóstwo zdjęć – zarówno...

"Wyznania gejszy" - Arthur Golden

Obraz
Chyba każdy przynajmniej słyszał o tej książce, albo jej ekranizacji (świetnej swoją drogą, uważam ją za najlepszy film na podstawie książki, chociaż nawet teraz, gdy w trakcie ponownego czytania doszukałam się pewnych nieścisłości, nie zmieniłam zdania). Z jakiejś przyczyny "Wyznania gejszy" musiały zasłużyć na miano bestselleru. Ostatnio czytałam je trzy lata temu (a przed czterema laty zdarzyło się w związku z nimi ciekawe wydarzenie i to była pierwsza moja próba zdobycia ich na własność) i od tej pory wiedziałam, że chcę posiadać tę książkę. Udało mi się tego dokonać ledwie przed paroma dniami i, szczerze mówiąc, nie zamierzałam jej w tym czasie czytać, ale w autobusie robiłam wszystko, żeby nie uczyć się na egzamin (z którego, niemal się nie ucząc, dostałam 4+. Jak to się mówi? Do trzech razy sztuka - zdałam za trzecim razem) i zaczęłam. No i musiałam skończyć. Wciągnęła mnie na nowo i przynajmniej mam świadomość, że moje odczucia sprzed trzech lat nie były idealizowane....

"Wróżby z koronek" - Brunonia Barry

Obraz
Książka o niesamowicie pięknej okładce i interesującej historii kobiet wywodzących się z Salem. Towner straciła swoją bliźniaczą siostrę przez to, co zobaczyła w koronce. Od tej pory przestała wróżyć i wylądowała w zakładzie psychiatrycznym. Jej matka jest niebezpieczna, gdy ktoś próbuje wtargnąć w jej świat. A ciotka nagle umiera. Historia jest pełna wróżb, porad, retrospekcji. Poszczególne wątki są króciutkie. Styl pusty (w sensie emocjonalnym). Z biegiem wydarzeń poznajemy zarówno przeszłość jak i teraźniejszość, a czasami przyszłość. Dookoła otaczają nas członkowie sekty, czarownice oraz osoby zafascynowane tymi ostatnimi. Ale to właśnie Towner prowadzi nas za rękę w świat, który sama zaczyna na nowo poznawać, chociaż chce z niego uciec. Oczywiście to wszystko tylko pozory, ponieważ prawdziwa historia jest zupełnie inna. Ale do niej trzeba dotrzeć. Autorka nie podaje nam jej na tacy - każe nam wyruszyć w podróż z Towner poza granice świadomości, gdzie odkrywamy mroczn...

"Japońska parasolka" - Rani Manicka

Obraz
Z twórczością tej autorki spotkałam się po raz pierwszy bardzo dawno temu. To były wakacje, które spędzałam z kuzynką u babci na wsi. Z pewnością było to przed rokiem 2006. Uznajmy, że działo się to w wakacje 2005... Była to miłość od pierwszego wejrzenia. W tamte wakacje przeczytałam ją dwa razy, a potem ją pożyczyłam (siedziała u mnie dwa lata, przez parę miesięcy miałam dwa egzemplarze w domu). W ten oto sposób zetknęłam się z moją ulubioną książką, "Matką Ryżu". Następnie pojawiło się "Dotknięcie ziemi", a w tym roku, dokładnie w moje urodziny, wyszła najnowsza powieść - "Japońska parasolka". Jest to historia inna niż opisywane wcześniej przez Rani Manicką. A może nie tyle inna, co napisana nowym stylem. Wcześniej autorka pisała raczej w formie pierwszoosobowej, a każda z postaci miała swoje określone miejsca, w których się wypowiadała. W ten sposób historia była bardzo barwna, pokazywana oczami różnych osób. W "Japońskiej parasolce" narracja...