Posty

Wyświetlam posty z etykietą Mój świat

Alina się obnaża, czyli ekshibicjonizm sieciowy.

Alina jest człowiekiem dziwnym, jak to znajomi sprzed wieków i z poprzednich wcieleń uważają. Alina teraz postara się to udowodnić, bądź zaprzeczyć tej tezie. Już jako dziecko byłam dziwna. Mama rodziła mnie przez tydzień (a ja mam dowód, że ja się na ten świat nie prosiłam, lekarz musiał przyspieszać poród). Gdy mnie już urodziła, ja zamiast wrzeszczeć nocami, a spać dniami, robiłam trochę inaczej - spałam nocami i dniami, czego resztki pozostały po dziś dzień - wciąż wolę spać, niż łazić po imprezach i innych takich miejscach, które moi znajomi lubią. Gdy już dotrę w miejsce, gdzie huczy, a ludzie próbują mnie opić, obserwuję sobie ich reakcje, popijając co najwyżej soczek. Alkohol okazjonalnie (bo na takich imprezach dobrego i słodkiego przeważnie nie mają, a ja innego nie lubię, a później oni jęczą "Ze mną się nie napijesz?!", nie, nie napiję, dopóki nie dostanę czegoś zdatnego do picia, toasty wypijam soczkiem). Nocami śnią mi się notorycznie mordercy, diabły, Sadako, ...

Wielki coming back. I któryś tam z kolei stosik.

Obraz
Miałam wrócić jutro, ale impreza, która była zaplanowana na dziś, została przełożona właśnie na jutro, więc powrót nastąpił szybciej. Ale to fajnie! Bo w sumie wbrew oczekiwaniom nie muszę niczego odreagowywać. Oficjalnie oznajmiam, że w dniu dzisiejszym zakończyłam sesję zimową. I pomińmy, że za dwa i pół tygodnia zaczyna się letnia. Zaś stosik jaki jest, każdy widzi. Taki po części nieplanowany. Otwiera go "Mężczyzna, który nienawidził kobiet", i którym chyba się już kiedyś chwaliłam, ale o tym zapomniałam. Skleroza, to już ten wiek... Pod nim dumnie prezentuje się drugi tom Trylogii Czarnych Kamieni, który użyczyła mi C.S., mimo że nie pokochałam jej ukochanej serii ^^. Dziękuję! Dwie książki niżej to moje matrasowe zakupy, bo uznałam, że zasługuję (wtedy jeszcze nie miałam czym, ale uznam to za przeczucie i nagrodę na wyrost). "Bezduszną" chciałam przeczytać od zawsze, a Viewegh tak mnie urzekł "Mężczyzną idealnym", że no... nie mogłam sobie odpuśc...

Paplanie okołoksiążkowożyciowe.

Postanowiłam się bliżej przyjrzeć temu, co czytam. Załamałam się. Prawie same książki dla wydawnictw. Cóż, nie lubię tego odwlekać w nieskończoność. Ale teraz się trochę zbuntuję i poczytam książki własne i niewłasne, które bezinteresownie pojawiły się w moich stosach. I chcę Was jednocześnie przeprosić, że taki nawał recenzyjnych... Ostatnio przypomniałam sobie o tym, jak bardzo chcę przeczytać/obejrzeć Doriana Graya. I muszę powiedzieć, że przybliżam się ku temu :). Znaczy najpierw ku obejrzeniu. Później przeczytam (trochę nie ta kolejność, prawda? Chociaż mi to jest obojętne). Ostatnio również odkryłam w sobie coś interesującego - każdą nową książkę zaczynam od razu czytać, po czym ją odkładam, bo o ile sześć książek na raz jestem w stanie czytać, to kilkanaście mnie już przerasta ;). No i matury! Kto z Was zdaje? Ja poprawiam niemiecki i jutro tak gwoli rozrywki zdam sobie podstawowy angielski. Właściwie wciąż nie wiem, po co to robię. Ktoś mi powiedział, że chyba dlatego, bym ...

"Pokój z widokiem na Dunnes Stores"

A to jeszcze raz ja, tuż przed wyjazdem. Właściwie powinnam się powoli zbierać, jednak chciałam Wam powiedzieć, że w najnowszym numerze LifeStyle Magazine możecie przeczytać moją recenzję książki, który tytuł widnieje w tytule postu. Magazyn możecie pobrać na stronie internetowej. Miłego weekendu, wracam do Was w niedzielę. Już tęsknię. Poważnie.

Weekend.

Kochani moi. Ostatnie dni mnie wymęczają i wykańczają. Niby czytam, ale wszystkiego po trochu, za nic nie biorę się na poważnie. W czwartek wyjeżdżam na weekend, wrócę w niedzielę i przysięgam, że z recenzjami. Na razie muszę odpocząć i poczytać. Później odetchnę na tydzień z ulgą i znowu zacznę się stresować, ale mniejsza z tym ;). Czytam: "Wyznania gejszy" "Przezroczyste przedmioty" "Zawsze przy mnie stój" i wezmę się zaraz za "1Q84". No i ta nieszczęsna "Effi Briest", ale ją skończę jutro lub pojutrze. Niestety recenzji nie zdążę napisać. Wrócę do Was może ze zdjęciami... Jakąś popapraną historią... Nie wiem, czymkolwiek, ale obiecuję, że nie będzie tak źle ^^. Będę za Wami tęsknić, prawdopodobnie odcięta od Internetu przez 90% doby. Życzę Wam miłej zabawy beze mnie!

Stosik #5 - lutowy.

Obraz
Luty się ledwie rozpoczął, a już się kończy. Zaczął się sesją, kończy poprawkami (nienawidzę przyszłego tygodnia!). W ramach pocieszania przed niezdaniem semestru (co się zbliża wielkimi krokami :D) uznałam, że moje dwa pięćdziesięciozłotowe bony należy spożytkować. A że Matras ich nie przyjmuje, padło na Empik, po którym dzisiaj krążyłam i krążyłam, próbując wymyślić, co kupić. Jedynym pewnym zakupem było "Światła pochylenie", które zrecenzowałam jakiś czas temu . Książka była absolutnym musem, ale gdy chciałam ją kupić, nie było jej. Teraz skorzystałam z okazji. Jak widać, zakupiłam również pilipiukowego "Wampira z M-3", na którego się czaiłam, odkąd zapowiedział, że napisze odpowiedź na "Zmierzch". Idąc tropem fantastyki - wzięłam sobie Babcię Jagódkę, na stosiku znaną jako "Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny", która również gdzieś tam się dopominała. Czytałam jedno opowiadanie z pierwszego tomu o Babci Jagódce ("Kot wiedźmy") i uznałam, ż...

"Kiedy zejdziesz na psy - to nie miaucz!"

Obraz
Rocky lub Bzik i mała ja Przez mój dom przewinęło się kilka kotów. Każdy kochany, każdy inny, nietypowy. Oczywiście, bo to koty. Pamiętam, gdy w trzeciej klasie podstawówki wróciłam do domu wieczorem, była chyba zima. Coś miauczało w piwnicy. Okazało się, że był to mały, szary, pręgowany... Wzięliśmy go na górę i nakarmiliśmy lekko przemarzniętą kiełbasą, przy okazji ugryzł mnie w palec, taki był głodny! ^^. Oczywiście został z nami, nazwałam go niezbyt twórczo - Filemon. Później nadeszła faza na koty białe w czarne plamy. Były dwa - Rocky i Bzik. Niestety nie pamiętam, w jakiej one pojawiły się u nas kolejności, ale oba, bez wyjątku, zostały wzięte od kolegi dziadka. Bzik był wyjątkowy. Obok domu stała przewrócona na bok łada, a on uwielbiał wchodzić jej pod maskę i taplać się w tych wszystkich smarach i innych. Później mama go łapała, pakowała do umywalki i spierała z niego te wszystkie brudy. To był kot, który lubił wodę. Gdy ktoś się kąpał, chodził po brzegu wanny, czasem do n...

"Pan da trzyyyy!"

Obraz
autor: Marta Konarzewska Dzisiaj sobie pogadam, bo mam na to ochotę. Mam za sobą pierwszy ustny egzamin w życiu, na który poszłam bez wypełnionego indeksu, zostawiając kartę egzaminacyjną na korytarzu, rzucając z hukiem zeszytem o krzesło, bez skojarzenia Sokratesa z jego filozofią. A później Pan dr hab. mnie naprowadził, a ja odpowiedziałam bez zająknięcia. I to bezcenne pytanie: Przecież Pani wie, to czemu Pani nie mówi? No bo Pani najwidoczniej nie wie, co wie. Swego nie znacie... To chyba takie typowo polskie, prawda? Ale, ale... zdałam. Na trzy. I teraz już w pełni rozumiem wszystkie akcje pt. "Pan da trzyyyyy!". A potem musiałam oblecieć Rynek dookoła (wpadając po drodze do Matrasa, by odebrać zakupioną wcześniej "Makabryczną grę" Fitzka), żeby dotrzeć do biblioteki wydziałowej, oddać książkę, a później lecieć na siódme piętro po uzyskanie wpisu. Paranoja. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Czemu to wykładowcy nie przychodzą, nie ustawiają się w karny...
Moi drodzy! Jutro skoro świt wsiadam w uroki naszej wątpliwej komunikacji kolejowej, by dotrzeć do stolicy naszego wspaniałego kraju, gdzie oczekuje na mnie (mam nadzieję) osoba, która opróżni na jakiś czas moją szafę z kilkunastu książek, które ze sobą targam. Wrócę do Was w niedzielę lub poniedziałek z, mam nadzieję, nową recenzją. Życzę Wam udanego Sylwestra i... szczęśliwego roku 2011. Wasza Alina.

Anielica i Diablica.

Obraz
W poście po powrocie z Kołobrzegu o Nich wspominałam. O mojej niespełnionej miłości do Nich. Mojej miłości do Ich miłości, którą widziałam na Ich twarzach. Gdy weszłam, od razu się w Nich zakochałam. On, Diabeł, z koźlimi kopytkami i rogami. Ona, Anielica, z niezgrabnymi stopami, smutkiem na twarzy i zaciekiem pod okiem. Siedzi Mu na kolanach. Oboje mają zamknięte oczy. Na Jego twarzy maluje się to ogromne uczucie. Ta miłość. Skazana z góry na niepowodzenie przy podziale świata na Niebo i Piekło. Miłość odwieczna. Mogłabym wymyślić historię miłości idealnej i przeznaczonej ku potępieniu, tylko na Nich patrząc. I było kilka różnych figur przedstawiających tę parę, jednak żadna z nich nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Moja towarzyszka podróży niemal się ze mną założyła, że Ich kupię. Ja stwierdziłam, że nie. Nie teraz. Następnym razem, jeśli będą na mnie czekać. I chodziłam do sklepu "Pod Aniołem", żeby na Nich patrzeć. Zrobiłam Im zdjęcia. Ale żadne nie będzie w stanie o...

Weekend na opak.

Źle oceniłam ten weekend. Byłam święcie przekonana, że gdy wrócę do domu, by siedzieć w nim dwa dni bez wychodzenia (co nie do końca okazało się prawdą), zanudzę się na śmierć, znowu się będę czymś denerwować i ślęczeć nad dwoma tekstami z serii kryminałów dla germanistów (czyli krótkie kryminały, z których trzeba wywnioskować, kto zabił, co z pozoru jest proste, ale jednak trzeba zrozumieć tekst i przeanalizować go na wszystkie strony, a i tak okaże się, że nie trafiłam ;)) i słownictwem, bo we wtorek jest kolokwium. A tu taka niespodzianka! Po wczorajszych zakupach okazało się, że na całą dobę dom będzie tylko dla mnie. Cisza. Spokój. Tylko ja, komputer i niemiecki. Ale to miało swoje zalety. Przez ostatni czas nie miałam okazji zrobić w kuchni nic. A wczoraj stworzyłam kurczaka po hawajsku a la moi, który był "nie słony". Miałam robić różne cuda z dynią, jednak w sklepie jej nie mieli, więc zadowoliłam się różnymi innymi rzeczami. Już mam ambitny plan na dzisiaj. Na śn...

Wspomnienia z Ukrainy.

Obraz
Z Ukrainy wróciłam rok temu, ale dzisiaj, w związku z boomem moim i C.S. na trylogię Pilipiuka o Stanisławie, Katarzynie i Monice, przypomniałam sobie o moim cudownym pragnieniu, marzeniu i pożądaniu jakie żywię do samowarów. Zaczęło się to, czytając "Kuzynki". Właśnie tam spotkałam się z tym urządzeniem po raz pierwszy. Później działo się mnóstwo rzeczy (łącznie z szukaniem na Allegro i gotowością do wydania fortuny na działający samowar węglowy , bo o elektrycznym nawet nie chcę słyszeć), a następnie pojechałam na wycieczkę na Ukrainę. Tam, w sklepie z pamiątkami przy Ławrze Poczajowskiej (mam bardzo złe wspomnienia z tego miejsca, pokłóciłam się tam ze strażnikiem, och, mogło się to źle skończyć. No bo, do cholery, jakim prawem mógł kopać małego KOCIAKA?! I wdałam się w awanturę) spotkałam prawdziwy samowar po raz pierwszy. Jaki on był piękny! Musiałam wyjść ze sklepiku, bo byłam skłonna go ze sobą zabrać w dalszą podróż po Kresach. Wycieczka trwała w najlepsze. Dojec...

Mini stosik number two.

Obraz
Miło wrócić do domu i zobaczyć nie jedną, jak się spodziewałam, paczkę, a dwie. Also Skarletka użyczyła mi swą książkę o socjopacie, której recenzja mnie zachwyciła, a wydawnictwo Prószyński przysłało mi książkę Mai Wolny. Ojej, a ja się muszę germanizować... Ale przeczytam, przeczytam! Niedługo będę opowiadała o "Pieśniach o Nibelungach" i innych tego typu. Ale przynajmniej blog nie uschnie z tęsknoty! ^^. Teraz zacznę powoli kolekcjonować literaturę na wakacje. Jednak najpierw przeczytam to, co muszę/powinnam/czuję, że muszę lub powinnam.

Wystawa kotów rasowych.

Obraz
Dzisiaj nareszcie spełniło się moje marzenie. Zawsze chciałam iść na wystawę kotów rasowych, ale... powodów, dla których się to nie spełniało, było multum. Większość polegała na tym, że moim rodzicom "się nie chciało". W tym roku wystawa była wręcz w zasięgu ręki, ponieważ odbywała się w Myślenicach, obok których mieszkam. Więc około południa pojechałam z moją rodziną (ale oczywiście rodziców tam nie było z ww. powodu). Bilet wstępu kosztował 6 zł zwykły i 3 zł ulgowy. Pierwszą rzeczą, jaka rzucała się w oczy przy wejściu, były różne przydatne (chociaż nie niezbędne) przedmioty używane przez koty. Można je tam było nabyć (przykładowo domek-drapak dla kota wysokości metra kosztował 225 euro). Zawsze chciałam kupić kotu coś takiego, ale było za drogie. Dzisiaj jeszcze dodatkowo sprawdziłam wygodę takiego urządzenia. Czemu nie robią ich w rozmiarze dla ludzi?! ;). Dopiero na hali widać było obszerne klatki, w których wylegiwały się koty. Mało które robiły coś bardziej ambitn...

Kocham, lubię, szanuję...

Obraz
Nowa zabawa blogowa mnie zafascynowała. Co prawda mam sklerozę i nie umiem czytać komentarzy, dlatego zapomniałam, że Aria mnie zaprosiła. Więc bardzo przepraszam za ten błąd ;). Wybaczyłaś mi, prawda? ;). 1. Książki, filmy, seriale i cały ten magiczny świat, który pozwala mi odpłynąć w niebyt. W to również wliczają się rozmowy nocą, oszałamiająca muzyka i myśli uciekające gdzieś w przestworza, z których, zawsze mam nadzieję, nigdy nie powrócą. 2. Koty. Najwspanialsze zwierzęta na świecie. Niezależne i przywiązujące się do człowieka bardziej niż psy. Nie kochają ślepo. I z niewyjaśnionych przyczyn lubią mnie bardziej niż innych ludzi. 3. Kuchnia japońska. Sushi, sashimi, misoshiru, sałatka z glonów wakame i te obrzydliwie słodkie desery, o których marzę na nowo. Oraz tempura. W zasadzie mogłab ym się nie żywić niczym innym. Marzę o spróbowaniu ryby fugu, ale niestety jeszcze mnie na to nie stać. No, nie wspominając o ślicznych kolorowych bento. 4. Niemcy , Niemców, język niemiecki,...

Czym różni się śliwka od kota. Książki. I o tym, który Ją tak bardzo kocha... - czyli Alina wraca z wakacji.

Ostatnie dwa tygodnie były interesujące. Właśnie tyle mnie nie było w domu, a połowę tego czasu spędziłam z przyjaciółką nad morzem. Gdy tylko weszłam do domu, od razu poszłam do komputera i nagle poczułam się tutaj tak obco... Ale na razie to naprawiam. Wykredowana uradowała mnie informacją, że wygrałam u niej książkę. Czy mogłoby być przyjemniejsze powitanie? Oczywiście oprócz tego, że ojciec otworzył mi drzwi do domu, trzymając drewnianą lagę ;). Wciąż mi się chce śmiać, gdy o tym myślę. Przecież to normalne, gdy ktoś dzwoni grubo po dwudziestej trzeciej do drzwi jak opętany ;). Jeśli ktoś chce wyjechać na urlop nad nasze wspaniałe polskie morze, bez najmniejszego wahania polecę mu Kołobrzeg. Nigdy nie doceniałam tego miasteczka, nie zdając sobie sprawy z jego rozmiarów. Myślałam, że jest wielki. A to takie urocze miejsce, gdzie ciężko znaleźć jest sklep, w którym przyjmują karty płatnicze. Po Krakowie to ciężki szok. Naprawdę. Z niemal każdego miejsca jest blisko do plaży, morze d...

Moje największe życiowe osiągnięcie.

Obraz
Jeśli chodzi o cokolwiek z drożdżami, jestem antytalentem. Po prostu nigdy mi nie wychodzi. Cała kuchnia jest w mące, a ja stoję między tym i albo zjadam zakalce, albo zjadam niewyrośnięte wypieki, chociaż upieczone i smaczne. Tylko jakieś karłowate. Dnia dzisiejszego postanowiłam upiec jagodzianki z przepisu Liski , który odrobinę zmodyfikowałam do moich celów. W międzyczasie oglądałam "French Kiss" z Meg Ryan (gwoli ścisłości nie skończyłam go jeszcze oglądać, bo nagle się okazało, że muszę wejść na bloga, ale zaraz to zmienię). Po godzinie filmu poszłam do kuchni i patrzę - ciasto wyrosło. Wow. Lecę podzielić się dobrą nowiną. I zaczęłam nadziewać te bułeczki moim autorskim sosem jagodowym (który nie miał w sobie jagód, a borówki amerykańskie, trzy maliny i trochę soku aroniowego). Wsadziłam do piekarnika. No, nic. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Oczywiście o mało nie skończyło się to zawałem, gdy okazało się, że... udały się! Z kilku wypłynęło trochę nadzienia, ale poza tym...

Moja nowa zabaweczka ;).

Obraz
Śliczna, nieprawdaż? Nareszcie spełniło się moje odwieczne marzenie i mam Internet w telefonie! Porządny aparat, lampę błyskową. Wreszcie będę się mogła chwalić swoimi stosikami. Albo raczej tym jednym gigantycznym...

Łańcuszek.

Za ultramarynowana przez Łańcuszek... To znaczy załańcuszkowana przez Ultramarynę pochwalę się swoimi odpowiedziami na następujące pytania: 1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą? Japonia - "Bezsenność w Tokio" Bruczkowskiego oraz "Sushi i sashimi". Chiny - wszystko Lisy See. Bali, Malaje, Cejlon - wpływ Rani Manickiej. Nowy Jork - "Plotkara" Cecily von Ziegesar. Stambuł - "Historyk" Elizabeth Kostovy", "Muzeum niewinności" Pamuka. Transylwania - to chyba oczywiste. Moskwa - "Mistrz i Małgorzata". Egipt - "Niedościgniona Kleopatra". Paryż - "Spóźnieni kochankowie". Bikini - no... "Bikini" Wiśniewskiego. Monachium, Drezno - "S@motność w Sieci". I mogłabym wymieniać tak jeszcze w nieskończoność :). 2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania na wakacje? Oczywiście moje łóżko, czasem przed komputerem i... czy zabrzmię dziwnie, jeśli powiem, że ław...

Z książką w świat.

Obraz
Jestem w Krakowie. Prawdopodobnie można mnie spotkać na Podgórzu lub na Starym Mieście. Będę błądzić, szukając swojego miejsca na Ziemi. Prawdopodobnie z książką. Może Markizem de Sade. Może z Koranem. A może po prostu estetyką japońską. Nie wykluczam też opowiadań Hłasko. Możliwe, że będę też całkiem sama. Bez lektury, która by nastrajała mnie optymistycznie. Wracam w poniedziałek - wtedy też powinna być recenzja. Z racji świętowania, albo też pocieszania się. Nieokreślona. Smutna. Pusta. Zawsze wracająca. Ciągle uciekająca. W swój świat. Chłonąca najpiękniejsze miasto jakie zna.