Posty

Wyświetlam posty z etykietą Stosik

Stos.

Obraz
Nie tak dawno miałam urodziny, byłam też rozrzutna i pojawiło się kilka recenzyjnych. W efekcie uzbierało się tego trochę. To już parę miesięcy, niemniej książek przybywa... Choć naprawdę staram się nie kupować, bo nie mam na nie miejsca. Przykra prawda... Na samym dole jest książka kucharska. Uwielbiam bloga White Plate i miałam tę książkę na wishliście, a przyjaciółka kupiła mi ją na urodziny. Do tego pożyczyła Zagrożonych i Nomen Omen . Mój Niemiec kupił mi książkę kucharską dla wiedźm . Z tej serii jest też dla krasnali, wampirów i innych takich. Obecnie mamy w domu dwie. Dla wiedźm i krasnali. Fajny pomysł, więc się skusiliśmy. Na pewno kiedyś upiekę ciasteczka, które tam są, ale już zapomniałam które. Piękna Bestia to książka do recenzji, zaczęłam czytać tę cieniutką lekturę i póki co mam kilka pytań. Zobaczymy, czy uda mi się tam znaleźć na nie odpowiedzi. Wołanie Kukułki upolowałam nie tak znowu drogo na Allegro. Zaraz będę tu mieć składowisko książek Rowling, których n...

Niemiecki stos.

Obraz
Co tu dużo mówić... Mała kolekcja Lema, "Dom duchów" Allende, "Miłość w czasach zarazy" i książka, która rzekomo ma mi się spodobać. A czy Wam się podoba?

Zaskakujący stosik.

Obraz
Czemu zaskakujący? Bo kolejny w lutym i się zupełnie nie spodziewałam, że w tym miesiącu aż tyle mi ich przybędzie. Ale teraz się ograniczę, bo nie mam miejsca w regale. I na to nic poradzić nie mogę. Któregoś dnia dostałam "Tę ostatnią noc" do recenzji. Obecnie jestem w trakcie czytania, ale studia mi trochę to utrudniają. Smutne. Potem dostałam "Wielką księgę sił magicznych" - jestem nią zachwycona, choć jeszcze do niej nie zajrzałam. Następnie poszłam na pocztę, skąd odebrałam tonę przesyłek. To "Wieczerza" (recenzja wkrótce, bo ku rozluźnieniu od cięższych lektur uznałam, że na tę mogę sobie pozwolić, bo recenzyjna) oraz dwie części "Rzeczy o zbłąkanej duszy", bo Aria mnie całkowicie powaliła swoją recenzją. Potem z publicznej półki z książkami wzięłam sobie Lessing, bo zawsze chciałam ją przeczytać. Lata temu była na blogach bardzo modna. A następnie skonfiskowałam mojemu Niemcowi zbiór opowiadań dla dzikich mężczyzn. Jest tam wielu ś...

Stos używany.

Obraz
Mam niezdrowe tendencje. Takie jak np. wydawanie pieniędzy, gdy mi się nudzi, albo gdy jestem sfrustrowana, albo gdy mam dobry humor. Zakupoholizm znaczy się. I mniejsza o sytuacje, gdy kupuję to, co jest mi potrzebne, ale gdy kupuję dla samego procesu wydawania pieniędzy... Biada mi, biada. Ten stos mogę usprawiedliwić. Po pierwsze jedną książkę wypożyczyłam z biblioteki (Molier na samym szczycie), jedną zamówiłam w celach edukacyjnych (Heine, choć odkryłam, że w bibliotece mają to samo wydanie, ale dobra...) i jedną, bo marzyłam o niej od lat, a wyjątkowo znalazłam ją trochę korzystniej (Lewis). W bibliotece jest też niezdrowa półka z książkami szukającymi domu. Kosztują te książki grosze, ale zawsze odzywa się moje sumienie, bo adoptowałabym wszystkie... albo przynajmniej większość. Lema samego zostawić nie mogłam (muszę się z nim w końcu zapoznać), a Myśliwski jakoś odkąd tylko pojawił się na rynku... no, śledzi mnie. Towarzyszy mi i czeka, aż się w końcu za niego zabiorę. No t...

Stos poświąteczny.

Obraz
Pewnego pięknego dnia postanowiłam, że najwyższa pora na stos. Jakoś tak wyszło, że moje książki były rozrzucone po kilku mieszkaniach i trzeba było zebrać je na jedną kupę i przyzwoicie sfotografować. A potem jeszcze poszłam na pocztę, która mi powiedziała, że ma coś dla mnie. Książkę, oczywiście. I tak oto pochłonęłam "Ostatnią spowiedź tom 2" (bo zdecydowanie lepiej czytać, niż pomagać komuś przy budowie mojej kuchni). Następnie wygrana u Sil "Doktor śmierć". Jeszcze wśród prezentu od Gii pojawiły się trzy pożyczone mi książki: "W głębi kontinuum", "Kobieta w klatce" i "Dziedzictwo", będące drugim tomem zrecenzowanych kiedyś "Wybranych". Za tym podążyły prezenty od wyżej wymienionej: najnowszy Murakami oraz "Zmyślone życie Siergieja Nabokova". Jak już znajdę czas, będę miała prawdziwą ucztę literacką. Potem były święta. One uraczyły mnie dwoma lekturami, obie są po niemiecku. Najpierw "Ein ganzes halbes...

Stos niemiecko-lekturowy przekładany kryminałem.

Obraz
Na starość robię się coraz bardziej oryginalna - dawno nie wymyśliłam tak dziwnego tytułu posta. Stosik się powolutku zbierał (dałam sobie szlaban na kupowanie książek), aż okazało się dzisiaj, że mam co opublikować, bo diabli ponieśli mnie do... Biedronki. A tam lektury szkolne w cenach przyzwoitych. Pierwsze rzuciły się na mnie "Ballady i romanse", pewnie bym i tego nie tknęła, gdybym tak na chybił-trafił nie otworzyła na "Świteziance", którą kocham i ubóstwiam od lat najmłodszych (czyli piątej klasy podstawówki) i właśnie wczoraj, w nocy, przed snem, pomyślałam sobie, że co prawda znam ją na pamięć, ale tylko w połowie i chyba najwyższa pora nauczyć się jej do końca. Dlatego porwałam książkę, potem przyszedł "Tajemniczy ogród" i obiła mi się o oczy "Balladyna", którą chciałam sobie odświeżyć (również szkolne zboczenie - moje gimnazjum nosi imię Juliusza Słowackiego i pierwsza rzecz, jaką z nim kojarzę, to jeszcze pójście tam z podstawówki na...

Na stos rzuciliśmy!

Obraz
Dziś tak patriotycznie nie całkiem bez powodu. Studiuję w końcu najmniej patriotyczny kierunek świata, jestem zgermanizowana na całego i już rozważam, jak tu przeprowadzić się na drugą stronę mostu, coby adres zameldowania też mieć w tym poukładanym kraju. Dziwi mnie tylko jedna rzecz, dlaczego - do diabła - dopiero po trzech latach studiów uznałam, że rzeczą niezbędną mi do życia jest ten gigantyczny, diabelnie ciężki i tak bardzo żółty słownik, który kosztuje połowę mojej miesięcznej opłaty za akademik? (Mniejsza o to, że kupiłam go za połowę ceny, bo ktoś był taki miły i wystawił na Allegro...) Chyba nareszcie staję się germanistką. Mam w końcu Dudena. Swoją drogą - trzeciego już! Mam słownik wymowy, mam też tę malutką książeczkę o bezużytecznej wiedzy językowej. I dziwić się potem, że śnią mi się wyprawy do biblioteki, gdzie zamawiam "Deutsche Grammatik" Helbiga/Buschy, które przecież tak radośnie stoi na mojej półce od dwóch i pół roku? Muszę przyznać, że to była jedy...

Stosik.

Obraz
Maj był moją absolutną czytelniczo-blogową porażką. To pierwszy raz, gdy przez cały miesiąc na blogu nie pojawił się ani jeden post. I co śmieszne - czytałam, ale nie miałam okazji niczego skończyć. No, może oprócz "Snu nocy letniej" i "Hamleta" (ten ostatni jest przyczyną, dla której nie mam na nic czasu. Mogłabym go zrecenzować, ale obawiam się, że zmieszałabym go z błotem, bo mam go już powyżej uszu). Do tego podczytuję sobie jakąś książkę po niemiecku, czytam po raz kolejny moją ukochaną "Matkę Ryżu", a do tego bawię się z Henrym Jamesem, którego bym skończyła już dawno, ale wiem, że nie miałabym czasu na napisanie recenzji. O, wczoraj przeczytałam jakiś komiks o wikingu! Ale uznałam, że aż takich wyrzutów sumienia nie mam, by go recenzować w ramach akcji "zapchajdziura". Maj był po prostu koszmarnym miesiącem. Bo ni to się wysypiałam, ni to coś obejrzałam (ostatnie dwa dni na raty "Vicky Cristina Barcelona"), tylko cały czas śl...

Stos na czas wolny.

Obraz
Może zauważyliście ostatnio ciszę na blogu. Mam ochotę sama trzepnąć się po głowie, bo zwykle przynajmniej raz w tygodniu dawałam jakąś recenzję (choć pamiętam czasy, gdy zdarzało się to co drugi dzień...), a tutaj taka jedna wielka dziura. Na szczęście mam pięć dni wolnego! I tak oto biografia Katherine Hepburn się recenzuje, "Orzeł bielszy niż gołębica" kończy czytać i może też się zrecenzuje. A tu nadeszło milion innych książek. Z czytaniem nie mam problemu, gorzej ze znalezieniem czasu i siły na recenzję... Chyba muszę nauczyć się je pisać na papierze, a później tylko przepisać. Wróćmy jednak do rzeczy przyjemnych. Stos. Dwie pierwsze pozycje od dołu nie są dla mnie, ale je pokazałam, żeby stos był większy. Mała Księżniczka dla mojego Kotka na urodziny. Co prawda one dopiero w maju, ale skoro już składałam zamówienie, to przyzwoicie przypadkiem... Moja miłość do Kleopatry się rozwinęła o tyle, że gdy na Centralnym wpadłam do Matrasa, wyszłam z trzema książkami, tak ...

Stosiczek i Kindelek.

Obraz
Moja współlokatorka powiedziała, że Kindelek brzmi jak wypowiedziane przez dziecko "Kinderek". Może i coś w tym jest, bo ja się cieszę z mojej nowej zabawki jak dziecko. I choć już doczekałam się zarzutu, że porzucam papierowe książki dla tego elektronicznego nie-wiadomo-czego, denerwuje mnie to, bo nie porzucam. Czasem jest po prostu wygodniej. I zamierzam się dalej cieszyć z tego, że go mam. Stosiczek zaś znikąd się nie pojawił. Gramatyka francuska przyjechała z zachodu Niemiec w dniu dzisiejszym - może to w końcu mobilizacja, by zabrać się za ten język? (Po praktykach, wszystko po praktykach...) Kompetencje międzykulturowe z Berlina (choć faktycznie z Jeny), a Ustawa o kierujących pojazdami z kiosku przy Biedronce. "Tak blisko..." świeżo z wydawnictwa, które gdzieś także ma swoją siedzibę. Zaś wg Google mój czytnik przyjechał z Chicago (Google zareagowało histerycznie, gdy próbowałam się zalogować na maila z Kindelka). Bardzo światowy ten stosik. I taki miziaty...

Stosik styczniowy.

Obraz
Lubię szczęśliwe przypadki. Lubię wejść do biblioteki i rzucić okiem na półkę z książkami na sprzedaż (za tę symboliczną złotówkę czy dwa) i zobaczyć książki, które chciałam przeczytać od dawna i wbrew wszelkim czytelniczym prawidłom nie zdołałam tego zrobić. Wierzycie, że jeszcze nie znam Władcy Pierścieni? Zaczęłam, ale musiałam oddać koledze i na tym się skończyło. A w bibliotece znalazłam pierwszy i trzeci tom w tłumaczeniu Skibniewskiej. Jak mogłam nie wziąć? I wtedy dopiero dowiedziałam się, że "Drużynę Pierścienia" przetłumaczono jako "Wyprawę". Brakuje mi drugiego tomu. Może biblioteka znowu mi go da? Gdy wróciłam do akademika, naszła mnie ochota na starożytność i Kleopatrę, nic nie miałam, ale na Allegro znalazłam "Selene, córka Kleopatry". Nie zaczęłam, ale mam świadomość, że będę mieć czym zaspokoić moją starożytną zachciankę, gdy powróci w parze z czasem. Potem przyszły Natalie, które stwierdziły, że mają w nosie moje studia, związały mnie ...

Stosik świąteczny.

Obraz
Uważacie za zabawne to, że świąteczny stos pokazuję już w nowym roku? Ja chyba trochę. Ale tylko chyba i tylko trochę. Choć nie chcę robić postanowień, pewne mam. Nawet czytelnicze. Pewnie na wielu blogach ono już się pojawiło, ale muszę przyznać, że ja od paru miesięcy to praktykuję i po prostu chcę podtrzymać - mniej recenzyjnych. Zdecydowanie. Choć to zależy też od premier, prawda? Niemniej chcę czytać jak należy, czyli z przyjemności. Dlatego okres świąteczno-noworoczny spędziłam z Harrym Potterem (wciąż jeszcze przede mną siódmy tom!). I jestem z tym szczęśliwa. Mój stosik jest mały. Z wyjątkiem Murakamiego książki te otrzymałam jako prezent świąteczny. Mogę powiedzieć tylko, że jestem z nich bardzo, bardzo zadowolona. Są cudne. Dużo szczęścia w 2013! :).

Książek nigdy za wiele, czyli STOOOOOS.

Obraz
Gdybym miała tylko więcej czasu... A czasu jak na lekarstwo. Rzeczy do zrobienia milion. A do zaplanowania jeszcze więcej. I kiedy ja to wszystko zrobię? Teraz mam chwilę, więc przygotowuję posty na bloga, zamiast czytać Rice, żeby ją później grzecznie zrecenzować. Ale zawsze mam coś innego do zrobienia. Niemniej nią zajmę się do końca weekendu. Bo tak postanowiłam. Stos. Wysoki, wielki, a na półce miejsca brak. Część rzeczy trzeba będzie wywieźć do domu (obawiam się, że do walizki się nie zmieszczą, a ja będę potrzebowała supermana, żeby był w stanie ją podnieść). Skupmy się może jednak na rzeczach pozytywnych i nie przysparzających problemów. Dwie pierwsze pozycje od góry (w tym jeden film) to prezenty świąteczne. Nie dla mnie, niestety. Za to dwie poniżej to już dla mnie. W tym "Zapomniany język" o którym marzę od... zamierzchłych czasów. Jeszcze chyba od liceum. A że teraz siedzę w psychoanalizie, to narzekać nie zamierzam i usprawiedliwiłam zakup. Pod Językiem nies...

Stos październikowy.

Obraz
Jestem dumna z tego stosu. I choć jest prawie całkowicie recenzyjny, a dodatkowo powinna się na nim znaleźć "Bojowa pieśń tygrysicy", to jestem dumna. Patrzę na niego z zachwytem. "Wnętrza" to coś, co warto znać. I dowiedzieć się czegoś na temat ich urządzania. Taka mała lektura edukacyjna. Ale o tym kiedyś w recenzji. John Lennon to oczywista oczywistość. Po co się rozdrabniać. Gdy dziś do mnie dotarł, wraz z przypinką, poczułam się, jakby był świąteczny poranek, choć samego Johna i nic z nim związanego szczególnie nie kocham. Niedługo. "Obce dziecko" się czyta i zachwycam się smakiem tej książki. O nim także niedługo. "Twój cień" autora "Kolekcjonera kości" wzięłam tylko dla faktu Kolekcjonera i tego, że Angie grała w tym filmie i że jestem niezmiernie ciekawa autora. Także wkrótce. "Apetyt na Italię" czekał w skrzynce w akademiku całe wakacje, aż przyjadę. I coś mi ciężko i bardzo opornie idzie. Więc zobaczymy, co z ...

Stos majowy.

Obraz
To jeden z tych stosów, które cieszą bezwarunkowo, bo znajdują się na nich rzeczy kochane i pożądane. To także jeden z tych stosów, na które patrzę ze zdziwieniem i zastanawiam się, co za czart mnie podkusił. To jeden z tych stosów, które wprawiają w dumę. Jak myślicie: dlaczego? Gruuuuba biografia Marilyn Monroe (Donalda Spoto!) po angielsku. Czwarty (i ostatni) tom mojej kochanej, zabójczej Gretchen , którego ostatnie rozdziały przeczytałam w ebooku kilka miesięcy temu, bo po prostu musiałam wiedzieć, jak seria się skończy i choć jestem przeszczęśliwa, że dostałam ostatni tom od przyjaciółki na urodziny, to... tak bardzo nie chcę go czytać i poznać tego zakończenia po kompletnej lekturze! Oczywiście przeczytam, bo wystarczyło otworzyć książkę w środku, by już coś zaczęło mnie do niej ciągnąć. I w końcu zaprzyjaźniam się z Flavią de Luce, którą tak wiele osób kocha. Ja jeszcze nie, choć żywię do niej sympatię. Kolejne trzy książki w górę to egzemplarze recenzyjne (Lewandowsk...

Stosik na ferie.

Obraz
Półtora miesiąca to czas, w którym można zrobić naprawdę wiele. Zamierzam przeczytać powyższe i jeszcze więcej. Zapomniałam, że obiecałam koledze zrecenzować jego książkę. No to ją też. Przy okazji. Nawet jeszcze nie przeczytałam.

Stos późnojesienny.

Obraz
Dawno sobie do Was tak po prostu nie pomówiłam. Cóż, bloga do gadania znajdziecie z boku, tutaj zwykle pastwię się nad książkami ("Top Modelka") lub je wychwalam ("Między młotem a piorunem"). Teraz jednak zamierzam wrócić tu trochę bardziej ambitnie, ponieważ widzicie, jaki stos mi się uzbierał (a to tylko ostatnio!).  Jutro zresztą dojdzie do niego najprawdopodobniej "Notes from my travels" Angeliny Jolie, które już czekają na odbiór w Berlinie. Wszystkie książki od dołu do "Powiedz wszystko" włącznie są recenzyjne. Na szczycie pożyczona Bishop, pod nią dwie książki z wymiany z Leną. I jedna niepozorna wygrana. Zaś w domu czeka na mnie "Na kawie z... Marilyn Monroe", na święta dostanę "Metamorfozy" oraz "Fragmenty". I kto wie, co sobie jeszcze kupię. Tak, ten rok zdominowała MM. Siedzi mi w głowie nieustannie od przeczytania "Blondynki". W końcu rok 2012 to pięćdziesięciolecie od jej śmierci. Mam wraże...

Stosik.

Obraz
Przybłąkały się w tym tygodniu. A jedna paczka czeka jeszcze na poczcie. Spodziewajcie się wkrótce recenzji Pratchetta.

Wielki coming back. I któryś tam z kolei stosik.

Obraz
Miałam wrócić jutro, ale impreza, która była zaplanowana na dziś, została przełożona właśnie na jutro, więc powrót nastąpił szybciej. Ale to fajnie! Bo w sumie wbrew oczekiwaniom nie muszę niczego odreagowywać. Oficjalnie oznajmiam, że w dniu dzisiejszym zakończyłam sesję zimową. I pomińmy, że za dwa i pół tygodnia zaczyna się letnia. Zaś stosik jaki jest, każdy widzi. Taki po części nieplanowany. Otwiera go "Mężczyzna, który nienawidził kobiet", i którym chyba się już kiedyś chwaliłam, ale o tym zapomniałam. Skleroza, to już ten wiek... Pod nim dumnie prezentuje się drugi tom Trylogii Czarnych Kamieni, który użyczyła mi C.S., mimo że nie pokochałam jej ukochanej serii ^^. Dziękuję! Dwie książki niżej to moje matrasowe zakupy, bo uznałam, że zasługuję (wtedy jeszcze nie miałam czym, ale uznam to za przeczucie i nagrodę na wyrost). "Bezduszną" chciałam przeczytać od zawsze, a Viewegh tak mnie urzekł "Mężczyzną idealnym", że no... nie mogłam sobie odpuśc...

Stosik pomaturalny. #10

Obraz
Jak wylecę ze studiów, przynajmniej nie będę się nudzić! Boże, ale ostatnio ze mnie fatalistka. Naprawdę. Aż szkoda mi słuchać siebie samej, bo nawet ja zauważam, że bredzę. Ale książka zawsze jest dobra na wszystko. Szczególnie, że ostatnio trochę poszczęściło mi się w konkursach. Tak oto wygrałam "Mężczyznę idealnego" u Eireann, którego zresztą dzisiaj przeczytałam i jutro bądź pojutrze będzie recenzja (miód książka!), zaś innego mężczyznę, tym razem samotnego, wygrałam u Anety. W międzyczasie Szwaję empikową u Mary, która schowała się, gdy szukałam książek na stosik (jakaś nieśmiała, wymiękła, choć podobno nie dla mięczaków ), a w międzyczasie recenzja "Zawsze przy mnie stój" została recenzją tygodnia na LubimyCzytać. No i efektem jest kolejny Fitzuś i Anne Rice. Nie czytałam żadnego z jej erotyków, więc zobaczymy, jak mi się spodoba. Na samym dole jest biografia Angie mej cudownej, którą kupiłam, gdy w Empiku panowało 30% mniej. Miał być do tego "Dracula...