sobota, 31 grudnia 2011

"Zapomniane" - Cat Patrick


Od niedawna literatura dla młodzieży próbuje być ambitna, mówić o czymś, rozważać jakiś problem nastolatków, który nie polega wyłącznie na tym, co założyć na imprezę i jak poderwać chłopaka, który się podoba, ale jest zwykle zbyt popularny dla szarej myszki… i można mówić tak dalej. W tym roku zauważyłam, że młodzież jest traktowana poważniej. Najpierw miałam do czynienia z Gabrielle Zevin, a teraz doszła do tego Cat Patrick ze swoją książką „Zapomniane”.

Akcja książki rozgrywa się w amerykańskim liceum, a jej bohaterką jest szesnastoletnia London, która ma poważne problemy z pamięcią, ponieważ… zapomniała przeszłość, żyje niespodziewaną teraźniejszością i pamięta przyszłość. Jest to jej wielką tajemnicą, którą zna tylko jej mama i najlepsza przyjaciółka.

Jak to w przypadku nastolatki bywa, w jej życie wkracza miłość. Odradza się ona każdego dnia, gdy London, korzystając ze swoich codziennych notatek, przypomina sobie o tym, że ma chłopaka i poznaje go na nowo. Przypomniało mi to obejrzany dawno temu film „50 pierwszych randek”, gdzie bohaterka również cierpiała na amnezję i co noc jej pamięć się resetowała, a zakochany mężczyzna musiał codziennie zabiegać o nią na nowo. Jednak London radziła sobie znacznie lepiej niż filmowa Lucy.

Szczególnie podobało mi się w tej książce, że bohaterka była bardziej dojrzała, niż zazwyczaj możemy doświadczyć. Martwi się o przyszłość, stara się odgadnąć przeszłość i walczy z teraźniejszością, by uczynić ją łatwiejszą. Ma problemy z zaufaniem i w skrajnych przypadkach potrafi nawet podjąć decyzję, by kogoś całkowicie zapomnieć.

Książka jest momentami wzruszająca, choć w zakończeniu mi czegoś brakuje. Sympatia do bohaterów sprawia, że chciałabym wiedzieć dokładniej, co będzie dalej, jak się to rozwinie, jednak autorka zostawia to jedynie w formie wspomnień. Krótkie, urywane. Dla mnie niewystarczające. Jednak czy naprawdę tego chcę?

Zaskakujące jest to, że forma pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym mi nie przeszkadzała, nawet jej nie zauważałam. Lektura tak mnie wciągnęła, że nie miało to dla mnie znaczenia.  Pokazuje, co jest ważne – przyjaźń, miłość, rodzina. Nie skupia się na płytkich stronach. I to sprawia, że „Zapomniane” są książką wartą przeczytania. Oczywiście nie należy zapominać, że jest dla młodzieży.

Polecam.

Premiera 12.01.2012.

piątek, 30 grudnia 2011

"Bóg, kasa i rock'n'roll" - Szymon Hołownia, Marcin Prokop


Długie rozmowy przy herbacie i ciasteczkach. Wymiana zdań. Roztrząsanie jakiegoś problemu. Kłótnia. Rzeczy tak ludzkie, tak zwyczajne. Lubię ludzi, z którymi mogę porozmawiać (choć to ze mną się podobno nie da). Lubię też skomplikowane dyskusje, które nigdy nie będą miały końca, ponieważ dotyczą rzeczy, które należy roztrząsnąć w sobie, a żadne argumenty nic nie dadzą. Dlatego zdecydowałam się na tę książkę. Dwoje rozmówców, którzy przedstawiają całkiem odmienne stanowiska.

Hołownia i Prokop są dla mnie jak ogień i woda – jeden przystojny, drugi niespecjalnie, jeden bardzo religijny, drugi preferuje rocka niż psalmy, jeden się częściej denerwuje na brak zrozumienia tego drugiego, a ten drugi dalej spokojnie wyraża wątpliwości. To sprawia, że książka ta nie ma prawa być nudna.

„Bóg, kasa i rock’n’roll” opowiada o…, nie, źle, jest opowieścią, rozmową o Bogu, pieniądzach, muzyce, kościele. I o wszystkim na raz, wymieszanym, przedyskutowanym. W dodatku na całkiem przyzwoitym poziomie, ba!, nawet dość wysokim, mieszanym w odpowiednich proporcjach z niskim, żeby przypadkiem nie było przez cały czas zbyt poważnie.

I choć książka jest naprawdę fascynująca, nie będzie odpowiednia dla każdego czytelnika. Zyt duża ilość religii może przytłoczyć nawet takiego ateistę, który się interesuje, choć nie wierzy, zaś pewne niezbyt chrześcijańskie stanowiska mogą zniesmaczyć osobę religijną. Należy się dobrze przyjrzeć tej książce, zanim podejmie się decyzję, ponieważ może być różnie. Nie nadaje się ona też do przeczytania „na raz”, wymaga trochę zastanowienia, ustalenia własnego stanowiska i odnalezienia się w jej rzeczywistości.

Bardzo miło spędziłam czas z oboma panami i jeśli wiecie, czego się spodziewać i czy możecie temu podołać, polecam.


Przy okazji pragnę Wam powiedzieć, że z dniem dzisiejszym nie informuję o tym, czy daną książkę dostałam od wydawnictwa. Jedynie w przypadku Sztukatera dalej będą się pojawiać informacje, ponieważ oni ich wymagają. Ja nie mam swoim recenzjom nic do zarzucenia (oprócz tego, że czasem nie są tak dobre, jak bym chciała) i jeśli ktoś ma wątpliwości, nie musi tu wcale być. I nie chcę wywołać żadnej dyskusji. Po prostu informuję. Rok się kończy, a ja mam ochotę nareszcie dorosnąć.

wtorek, 27 grudnia 2011

"Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji" - Sean Hepburn Ferrer


Audrey Hepburn jest znana niemal przez wszystkich – nawet jeśli nie z nazwiska, to z wizerunku, który króluje na wszelakiego rodzaju biżuterii, parasolkach, torebkach… Dalszym poziomem wtajemniczenia jest skojarzenie jej ze „Śniadaniem u Tiffany’ego”, znawcy znają większą ilość filmów, a osoby, które naprawdę się interesują, sięgają głębiej, poza otoczkę urody.

Audrey była ikoną stylu, ikoną kina. Była również ambasadorką UNICEF-u, a przede wszystkim matką. Kochającą, bez wad, smutną. Tak widział ją jej syn, autor książki, o której właśnie mówię.

Książka autorstwa Seana Hepburn Ferrera jest prawdziwą gratką dla fanów aktorki, ponieważ jest osobista, pokazuje ją z domowej perspektywy – nie jako boginię, ale jako kobietę z krwi i kości, która przeżyła wojnę, głód, rozczarowanie i która powoli wspinała się po drabinie kariery, nie przestając być skromna, nie próbując pozostać na zawsze w blasku fleszy.

Tak naprawdę jest tutaj mało tekstu, ogromna interlinia i mnóstwo zdjęć – zarówno tych z sesji, fotosów z filmu oraz prywatnych, przedstawiających ją z rodziną, w kuchni. Od wczesnego dzieciństwa, do ostatnich dni przed śmiercią.

Książka ta jest bardzo subiektywna. Opowiada o kobiecie idealnej, bez wad. O jej działaniu na rzecz polepszenia losu dzieci na świecie. Po tej lekturze nie sposób nie pokochać Audrey. I właśnie to jest jej wadą. Sama nie wiem, czy Audrey faktycznie była tak nieskazitelna pod każdym względem, czy tylko synowska miłość ułagodziła jej obraz.

Polecam jako dodatek do bardziej obiektywnej biografii, ale nie jako biografię samą w sobie. Ma zbytnio wyselekcjonowane fakty i okresy życia, ale za to jest pięknym obrazem miłości.

niedziela, 25 grudnia 2011

Stosik w rozmiarze M.


Marilyn Monroe szturmem wkroczyła w moje życie, jak widać w tym MMowym stosiku.

A ten to głównie Sztukater (cztery od dołu), pożyczona, a na samej górze zakupiona, choć nie dla mnie, Audrey.

Nic, tylko czytać. I Marlena de Blasi w końcu mnie też dopadła...

Wesołego sernika! Najlepiej na ciepło z żurawiną.

czwartek, 22 grudnia 2011

„Na kawie z… Marilyn” – Yona Zeldis McDonough

Muszę przyznać, że Marilyn Monroe faktycznie jest kobietą, z którą bardzo chętnie wybrałabym się na kawę. Do niedawna praktycznie o niej nie wiedziałam (jedynie scena z sukienką, rozpoznawałam na grafikach, nic poza tym), dopóki w moje życie nie wkroczyła Oates. Fascynacja się rozpoczęła. I od sierpnia nie słychać z moich ust nic poza „Marilyn to, Marilyn tamto”. Filmy, książki, zdjęcia, informacje w Internecie. I miłość, która rośnie z każdym dniem. Prawdziwe szaleństwo.

Ta mała książeczka jest fikcyjnym wywiadem z aktorką, poprzedzonym krótką biografią. Choć rozmiar i objętość są naprawdę niewielkie, to zawartość zastanawia. Autorka starała się dobrać odpowiedzi tak, jakby odpowiadała na pytania sama Marilyn. Informacje są zaczerpnięte z różnych źródeł, także z wypowiedzi aktorki w innych wywiadach. Taka forma pozwala o wiele łatwiej zapamiętać najważniejsze fakty.

Bardzo mnie cieszy, że powstała ta książeczka. Zmieści się w każdej torebce, jest „Marilyn w pigułce” i jest tania (cena okładkowa to 15 złotych, jednak w większości składów Taniej Książki można ją znaleźć za jedną trzecią tej ceny) i podzielona tematycznie. Okładka jest minimalistyczna, ale bardzo mi się podoba. I zaleta, która jest dla mnie bardzo ważna, a w niewielu biografiach mam okazję tego doświadczyć – na jej końcu znajduje się kompletna filmografia oraz opis kariery filmowej krok po kroku. Jeśli ktoś chce zacząć swoją przygodę z Marilyn, zdecydowanie może zacząć od wypadu na kawę – zresztą i w tym czasie można ją przeczytać.

I - co w wypadku wydawnictwa Twój Styl jest naprawdę niezwykłe - prawie nie zawiera w sobie literówek.

W serii znajdują się również wywiady z Buddą, Hemingwayem oraz Einsteinem.

niedziela, 18 grudnia 2011

"Przynęta" - Jose Carlos Somoza

Człowiekiem kierują żądze – każdy w mniejszym lub większym stopniu może się z tym zgodzić, zaczynając od przykładów tak banalnych, jak zobaczenie reklamy w telewizji, która przedstawia nowe perfumy i od razu niektórzy pobiegną po nie do perfumerii, lub też poważniejsze, jak pożądanie seksualne drugiej osoby. Efekty bywają mniej lub bardziej przyjemne.

Jednak przyjemność może być naprawdę niebezpieczną bronią. Tajną bronią. Gdy w przyszłości (jak bardzo dalekiej? Nie wiadomo) zostaje odkryty psynom, rząd uczy się go wykorzystywać do własnych celów – łapania psychopatów. Do tego celu służą przynęty. Jak to zwykle w przypadku tajnych projektów bywa, są to osoby, które straciły kogoś w przeszłości i za którymi nikt nie będzie tęsknił. Są szkolone, by odkrywać, czego najbardziej pożąda ofiara, a następnie ją opętać. Wszystko jest grą, świat jest teatrem. To właśnie odkrywamy w książce Somozy.

Ta książka jest wspaniałym thrillerem psychologicznym, który obnaża ludzkie słabości. Oczywiście nie każdy musi traktować ją dosłownie, jednak po głębszym zastanowieniu się ta teoria wydaje się bardzo prawdopodobna. Z drugiej strony czego można się spodziewać po pisarzu, który z zawodu jest psychiatrą? Musi być przekonujący. Do tego niebezpieczny psychopata, piękne kobiety, rozważanie czym jest miłość i czy naprawdę istnieje, czy to tylko efekt uboczny psynomu. Wciągająca akcja, zagadki i gra. Ta książka to teatr, czytelnik zagląda za jego kulisy i poznaje sekrety aktorów. Są dobrzy aktorzy i wybitni. Są mistrzowie własnych sztuk. I jest scenarzysta – Szekspir. Bo i w tej książce on staje się kluczem do historii. Jak widać, wraz z upływem czasu, popularność wielkiego dramaturga nie spada, a wręcz rośnie. Co tu dużo mówić – ja po tej lekturze postanowiłam się zaopatrzyć we wszystkie sztuki Szekspira, niestety na polskim rynku nie ma ich w wydaniu jednotomowym, a tego właśnie chcę.

Somoza sam potrafi się obronić. Nie potrzebuje mojej pomocy. Choć na początku wydaje się, że nie otrzymało się niczego specjalnego, z każdą stroną sieć się zaciska i nie można się uwolnić od tej książki.

„Przynęta” wzbudza zachwyt i zdegustowanie. Po jej przeczytaniu ciężko uwierzyć w cokolwiek, oprócz tego, że „świat jest teatrem” i kim my naprawdę jesteśmy? Panami własnego losu, czy marionetkami? Żyjemy naprawdę, czy tylko odgrywamy rolę, którą ktoś nam przydzielił? Czy wiemy, co jest prawdą?

Prawdy nie ma. I nigdy nie będzie.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.

czwartek, 15 grudnia 2011

"Jutro 4: Przyjaciele mroku" - John Marsden



Wydaje mi się, że bestsellerowej serii „Jutro” nie trzeba już nikomu przedstawiać. Każdy przynajmniej słyszał o grupie nastolatków w Australii, którzy cudem uniknęli porwania przez najeźdźców i walczyli z ukrycia o swój kraj, swoje rodziny, swoje życie. Ponieśli wiele fizycznych i psychicznych ran, aż na końcu trzeciego tomu zostali zabrani do bezpiecznej Nowej Zelandii i tam właśnie rozgrywa się akcja tomu czwartego.

Niestety sielanka nie trwała długo. Bohaterowie zostali znowu wysłani do Australii, by służyć za przewodników nowozelandzkim żołnierzom. Niestety wszystko jest nie tak, jak być powinno. Ellie robi rzeczy, o które nigdy by się nie posądzała, Homer wraca do swojego starego, lekkomyślnego „ja”, Fi traci nerwy, Kevin marzy tylko o tym, by spędzić resztę życia w bezpiecznym miejscu z dużą ilością jedzenia. Jednak po powrocie do kraju nie mają już możliwości, by wszystko było dobrze. Jest wręcz odwrotnie.

Znowu muszą walczyć. Jednak z każdym kolejnym tomem piętrzą się trudności, coraz bardziej podupadają psychicznie, a dla niektórych zdaje się już nie być ratunku. Na usta aż ciśnie się pytanie: Ile można? Ile można znęcać się nad nimi, zamiast grzecznie zakończyć wojnę, zrobić happy end i sprawić, że wszyscy będą żyli? Ile może przeżyć młody człowiek? I co z tłumaczeń, że w niektórych krajach dwunastolatki wcielane są do wojska? Czy tak naprawdę obchodzi nas, że na świecie inni też umierają, gdy gra toczy się o nasze życie i naszych rodzin? Mam wrażenie, że rola rodziny w tym tomie jest znacznie większa niż w poprzednich. To właśnie ta mała grupka ludzi może sprawić, że podejmujemy decyzję o powrocie do piekła, jeśli tylko zaistnieje nadzieja, że chociaż zobaczymy ukochane osoby.

Bardzo lubię tę serię, choć momentami mam wątpliwości do wytrwałości bohaterów. Ile można? Jak i kiedy to się skończy? Czy spotkają swoje rodziny? Są sukcesy i porażki, mniejsze lub większe rany psychiczne i fizyczne. Jak się ta książka ma do naszego świata? Jak ja bym się zachowywała w trakcie wojny? Wydaje mi się, że nie chcę o tym myśleć, a po każdym kolejnym przeczytanym tomie pytania i wątpliwości się mnożą… I już sama nie wiem, czego dotyczą.

Po raz kolejny polecam.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak.

wtorek, 13 grudnia 2011

„Parada blagierów. Najsłynniejsze mistyfikacje” – Ireneusz Pawlik


Od jakiegoś czasu oglądam serial „White Colmar”, który opowiada o pewnym fałszerzu i złodzieju dzieł sztuki – Nealu Caffrey’u. Wspominam o tym dlatego, że głównym powodem, jaki natchnął mnie do przeczytania tej książki, jest sympatia do oszustów jego pokroju, a – nie da się ukryć – „Parada blagierów” ma takich postaci na pęczki. I już pierwszy z nich Frank W. Abagnale Jr. był niczym skóra zdjęta z Neala.

Oczywiście książka nie opowiada jedynie o ludziach ze świata sztuki. Wspomina także o oszustach historycznych, takich jak rzekoma cariewna Anastazja, publicystycznych – Jayson Blair, czy też (nad)zwyczajnych złodziei – Szpicbródka oraz mitomanów - Mata Hari. O każdym z nich dowiadujemy się, jak się nazywał, jakie przybierał pseudonimy, kiedy żył, czym się zajmował i czym zasłużył sobie, by dostać się na łamy tej książki.

Jest to galeria postaci nieprzeciętnych. Autor nie gardzi kolokwializmami, które mają sprawić, iż poczujemy do jego bohaterów sympatię, na którą pod względem humorystycznym z całą pewnością zasługują (jednak gdyby któryś z nich próbował oszukać mnie, wszystkie ciepłe uczucia odpłynęłyby natychmiast) – moralnym niekoniecznie. Ułożeni są oni w porządku alfabetycznym (nazwisko, imię) na 335 stronach, co oznacza, że w historii blagierów było co niemiara, a przecież o tych najlepszych nawet nie wiemy, ponieważ nigdy nie zostali złapani…

Ta książka to bardzo przyjemny katalog. Jednak nie bez wad. Pierwsze pojawiają się w treści – niektóre postacie zajmują ledwie pół strony, inne rozwleczone są na pięć (przeważnie te, które interesowały mnie mniej). Przy tych ciekawszych można byłoby napisać więcej, a opowiadanie o Dymitrach i Anastazjach skrócić, nie wrzucając do środka lekkich dygresji. Brakowało mi również spisu postaci, żeby wiedzieć, kogo w tej książce znajdę i w którym miejscu – i to jest rzecz zasługująca na potępienie. Bez tego ciężko się znaleźć, szczególnie, że postaci zlewają się z ich historiami, ponieważ nazwiska nie są nawet pogrubione, by je jakoś odznaczyć, żeby czytelnik nie gubił się, gdy przypadkiem przeoczy, że dotarł już do kolejnej osoby. W następnych wydaniach zdecydowanie powinno to zostać poprawione – spis i wyróżnienie. Niewielkie portrety blagierów również nie byłyby złym pomysłem – uważam, że to zabawne, gdy ktoś widzi oszusta i może się zastanawiać nad nim zdecydowanie głębiej.

Jeśli jednak zapomnę o tym, co przeszkadza mi w tej książce (szczególnie, że w większości to jedynie forma), to mogę ją bez wahania polecić. Jest ona cennym źródłem o oszustach, a dla niektórych mogłaby się stać inspiracją. Oczywiście nie namawiam do oszustw, ale konstruktywnego korzystania z uzyskanej wiedzy, np. tworzenia własnych dzieł, które ktoś inny będzie mógł podrobić.

Dziękuję portalowi Sztukater i wydawnictwu MG.